Zima za oknem, wiosna w słoikach

wp_20161222_12_56_55_proZa oknem zima, temperatura dochodzi do -20 stopni, a mróz maluje policzki i nosy śmiałków spacerujących na dworze w kolorach malinowego różu. Szczyt ostatniej pory roku, do wiosny bardzo daleko, a jednak… Na parapecie zielono mimo aury za oknem. Bynajmniej nie za sprawą roślin doniczkowych, a mini biosfer zamkniętych w odległej, jeszcze gorącej porze roku. Życie w słoikach tętni kolorami: barwy jasnej, świeżej zieleni kiełkujących roślin przeplatają się z brązami opadających, jakby jesiennych liści. Najciekawsze jednak nie jest to, że słoiki dalej żyją, zmieniają się. Co jakiś czas dostrzegam coraz to nowych wp_20161223_08_16_01_progości, pojawiających się jakby „znikąd” raz jest to gąsienica, raz dżdżownica, innym razem.. pająk, ogromny pająk w największym stojącym u mnie słoiku. Dodam także, że jest to słoik który uprzednio umeblowałam, stawiając pośrodku mchu krzesło dla strudzonych wędrowców słoikowych. No i proszę. Pewnego ranka schodzę na dół, wykonuję mój standardowy tzw. obchód po wszystkich słoikach i moje oczy nie mogą wyjść ze zdziwienia- pająk wygodnie rozłożył się na krześle i zastanawiam się, czy to ja podziwiam jego, czy on zerka na mnie jakbym to ja była za szkłem..?

„Cisza – niekiedy tylko pająk siatką wzruszy,
Lub przed oknem topolę wietrzyk pomuskuje.
Och! jak lekko oddychać, słodko marzyć duszy.”

Cyprian Kamil Norwid

Przeprowadzka do słoika

Rozpoczynam etiudę na jedno krzesło. Wszechobecny i niezastąpiony mech wp_20161122_18_28_39_pro-2zielenieje tak mocno, że oczy z tęsknoty za wiosną stają się zamglone… I tak marzę, by przysiąść w cieniu, pod wiszącą skałą, podziwiać wschodzące słońce, muskające moje policzki. Ogrzać się w jego promieniach na krześle, które jest ostatnim reliktem po współczesnym świecie. I tak stoją obok siebie prawie martwy pień, żywy do bólu mech i smutne, metalowe krzesło, jako alegoria pozostałości po samotnym pustelniku. Ale gdzie on się podział? Schował w jaskini? Zginął? Zasnął? Czy przemienił w kiełkujące źdźbło trawy? I jak do diaska się tam zmieścił? Być może znalazł buteleczkę z napisem „Wypij mnie” niczym w Alicji z Krainy Czarów. Zmniejszył się i wślizgnął ciemną nocą. Chociaż być może zbyt optymistycznie patrzę na świat. Ktoś mógł po prostu wyrzucić to niepotrzebne już krzesło i zostawić na pożarcie rdzy. Omszone, zniszczone stoi niczym w muzeum. Jak eksponat na którym nie można usiąść…

Chyba, że ma się buteleczkę z napisem „Wypij mnie”

potion-1249050_1920

Taki dziś nastrój dyktował warunki. Czasami w słoneczny dzień, tworzą się jedne z najbardziej pogmatwanych pomysłów.

wp_20161122_18_59_41_pro-2„Pani wie, że dla mężczyzny kochającego kobieta jest świętością jak ołtarz. Słusznie czy niesłusznie, ale tymczasem tak jest. Otóż jeżeli taki pierwszy lepszy awanturnik zbliża się do tej świętości jak do krzesła i postępuje z nią jak z krzesłem, a ołtarz prawie zachwyca się podobnym traktowaniem, wówczas (…) zaczynamy przypuszczać, że ów ołtarz jest naprawdę tylko krzesłem.” Bolesław Prus-Lalka

A jeżeli mimo wszystko nie dam rady zmieścić się do słoika, zawsze zostaje las w… pokoju 😉

6tag_231116-134047